Logowanie
Wyszukiwarka
Najczęściej odwiedzane
Ostatnio na forum
Kartki multimedialne

/ Znalazłem swoje miejsce /
Znalazłem swoje miejsce
Można powiedzieć, że moje życie było podobne do innych i spodziewałem się, że prędzej czy później się ułoży, to znaczy, że założę szczęśliwą rodzinę. Gdy jednak mijały lata, a tak się nie działo, zacząłem zastanawiać się, dlaczego tak jest.
Pracowałem co rusz w innym zawodzie i ciągle przekonywałem się, że na dłuższą metę nie jest to dla mnie zajęcie. Zaczynałem energicznie coś nowego i z czasem okazywało się, że już nie potrafię w tym czynić postępów. Równolegle jednak nieustannie wzrastało we mnie życie wewnętrzne. Coraz bardziej szukałem odpowiedzi na różne istotne pytania i pogłębiała się moja wiara. Na początku myślałem, że każdy tak ma, że to kolejny etap rozwoju człowieka. Jednak szybko zauważyłem, że moi znajomi martwią się zupełnie innymi sprawami, a nie koniecznie zbawieniem innych.
Stąd też z czasem zacząłem się zastanawiać czy Pan Bóg nie ma dla mnie jakiegoś szczególnego zadania. Skontaktowałem się z siedmioma różnymi zgromadzeniami zakonnymi, w tym też z moim obecnym zgromadzeniem paulistów, ale nie odczuwałem jakiegoś szczególnego powołania do któregoś z nich. Spodziewałem się, że może rekolekcje ignacjańskie mi w tym pomogą, ale nie od razu tak się stało.
Z czasem więc postanowiłem zamknąć sprawę ewentualnego życia zakonnego, gdyż nie mogłem tego przeciągać w nieskończoność. Codzienne życie domagało się trzeźwego stąpania po ziemi, różnych konkretnych decyzji. Pozostało we mnie jedynie pragnienie przeżycia kolejnego tygodnia rekolekcji ignacjańskich.
- Panie Jezu, dlaczego jesteś taki smutny?
Następnie jakby z mojego wnętrza, przez moje usta przyszła odpowiedź:
- Jestem smutny, bo przyszedłem na tu na ziemię 2000 lat temu, aby ludzi pociągnąć do siebie, a tak wielu nic sobie z tego nie robi i idzie do piekła.
- To, co ja mogę zrobić Panie? – zapytałem.
Zaraz też przyszła odpowiedź, bo przypomniał mi się mój śp. ojciec, który czasem prosił mnie o wykonanie czegoś, a gdy ja się ociągałem, albo o tym zapominałem czynił to sam, nawet mi o tym nie mówiąc. Dlatego też zrozumiałem, że Bóg bardzo subtelnie zaprasza mnie, abym kontynuował Jego pracę na ziemi.
Potem jeszcze wiele się wydarzyło, a ja miałem ciągle różne wątpliwości. Pytałem też Pana: gdzie mam iść, co mam ze sobą zrobić? I podobnie jak wcześniej: jakby z mojego wnętrza, przez moje usta przyszła odpowiedź, że moje miejsce jest w Towarzystwie Świętego Pawła. Ja ciągle nie wierzyłem i prosiłem o trzykrotne potwierdzenie i ta odpowiedź trzykrotnie się powtórzyła.
Mimo tych wszystkich wydarzeń ja dalej miałem szereg wątpliwości, ale zauważyłem, że ciągle pojawiały się w moim życiu nowe osoby, które modliły się za mnie i pomagały mi podjąć właściwą decyzję. Jedna z nich wyjeżdżając na pielgrzymki do różnych sanktuariów w Polsce i w Europie pozostawiała tam prośbę o modlitwę za mnie.
Z czasem więc wątpliwości ustępowały. Ale tak na dobre o moim właściwym wyborze przekonałem się dopiero kilka tygodni po wstąpieniu do zgromadzenia. Miałem wtedy 35 lat.
Stale dziękuję Panu za tę łaskę powołania, które jest dla mnie wielką radością.
Odkrycie powołania było najtrudniejszym rzeczą, jaka spotkała mnie w życiu. Wcześniej bowiem musiałem się bardzo, bardzo zmienić, przede wszystkim zdać sobie sprawę z tego, co oddalało mnie od Boga, aby się z tym ostatecznie pożegnać i przewartościować moje życie.
br. Adam







RSS



