strona głównakontaktwersja do druku Aktualności
na tej stronie ...

Papież Leon i znaki czasu

Teologiczne ogniska zapalne

>Rzeczywistość wirtualna

Informacyjna eksplozja

Sztuczna inteligencja

Wolność w Internecie

Czy Bóg przemawia w Sieci?

Sieć nie jest do zbawienia koniecznie potrzebna

Marek Robak Teologia cyberświata

Dlaczego teologia miałaby zajmować się "cyberświatem"? Przecież teologowie interesują się Bogiem, Pismem Świętym, tradycją i nauczaniem Kościoła. Mówią o wierze, moralności, zbawieniu i człowieku, który poznaje Najwyższego. Czyżby Internet miał się stać kolejnym przedmiotem ich badań? W pewnym sensie tak. Elektroniczna sieć to przecież nie tylko kable i urządzenia, ale przede wszystkim korzystający z nich coraz chętniej ludzie. To, w jaki sposób Internet zmienia ich życie i postrzeganie świata, interesuje także teologa.


Papież Leon i znaki czasu

Odpowiedź na postawione w pierwszym zdaniu pytanie padła już ponad 100 lat temu, gdy o internecie nawet nikt nie mógł marzyć. W 1891 r. wybitny papież Leon XIII zdecydował się złamać istniejące stereotypy i wydał encyklikę "Rerum novarum". Nie była ona poświęcona bóstwu Chrystusa, Objawieniu, kwestii natchnienia Pisma Świętego ani życiu duchowemu. Papież pisał o sprawach społecznych. Gwałtowny rozwój przemysłu zmienił tryb życia wielu ludzi. Zatrudniani w fabrykach robotnicy wykorzystywani byli do granic możliwości za niewielkie wynagrodzenie. Pojawiła się klasa "proletariuszy", czyli tych, którzy niczego nie mieli na własność. Wtedy też powstała idea komunizmu, który miał rzekomo położyć kres dotychczasowym niesprawiedliwościom.

Leon XIII rozumiał, że musi zabrać głos w tej sprawie. Chociaż Kościół nie zajmuje się bezpośrednio ustrojami państw czy relacjami pracodawca - pracownik, od istniejących rozwiązań zależy przecież, czy będzie pomnażało się dobro i poczucie sprawiedliwości. Leon XIII zapoczątkował nurt zwany katolicką nauką społeczną (KNS).

Dzisiejsza sytuacja przypomina nieco tę z końca XIX wieku. Niezwykle szybki rozwój technologii komunikacji za pomocą sieci komputerowych wywołał rewolucję. E-maile, strony WWW i WAP, SMS-y, płyty CD i DVD, gry komputerowe, laptopy zmieniają nasze życie. Inaczej planujemy dzień (najlepiej w notesie elektronicznym), inaczej robimy zakupy (coraz chętniej w internecie), inaczej śpimy (bo o 5 rano najszybciej ściąga się pliki), inaczej się bawimy (siedząc przed monitorem i zabijając ufoludki) itd. Z tego powodu zmienia się nasze postrzeganie świata, sposoby reagowania, zmienia się też sposób, w jaki można do nas dotrzeć. Współczesna teologia często używa pojęcia znaków czasu (signa temporis)1. Chociaż prawdy wiary nie zmieniają się pod wpływem okoliczności, są takie wydarzenia, które każą się nam zastanowić i w jakby nowy, głębszy sposób zrozumieć znane wcześniej prawdy. Wydaje mi się, że jednym z dzisiejszych znaków czasu jest właśnie pojawienie się Internetu, które - jak pokażę dalej - zmusza do przypomnienia podstawowych prawd: kim jest człowiek? jaki jest świat i jakie jest w nim miejsce dla Boga? czym jest prawda?

W tym artykule nie będę zajmował się praktycznymi aspektami wykorzystania Internetu, na przykład w duszpasterstwie i ewangelizacji2. Nie zamierzam też sporządzać wykazu katolickich stron w internecie, który znaleźć można w aktualizowanych na bieżąco katalogach3. W ostatnich latach ukazało się wiele artykułów, których autorzy - chyba z braku kompetencji - opisywali kilka przypadkowo wybranych katolickich stron Internetowych, zamiast pokazywać zjawiska i trendy. Tymczasem, aby opisać Internet nie wystarczy zaszpanować kilkoma adresami protokołu http, których każda przeglądarka wyrzuci nam tysiące. Najpierw trzeba zrozumieć rządzące Internetem mechanizmy.


Teologiczne ogniska zapalne

Podobnie jak kino, radio i telewizja, także Internet musi przejść falę niekończących się sporów nad zaletami i wadami nowego wynalazku. Na szczęście nawet w Polsce powoli przyzwyczajamy się do elektronicznej sieci, dzięki czemu zanika powoli ostry podział na zwolenników i przeciwników. Jeszcze do niedawna zwolennicy piali z zachwytu nad nowymi możliwościami, a przeciwnicy straszyli, że wkrótce zapomnimy o książkach i damy się zalać falą rozpusty. Opinie stają się dziś bardziej wyważone. Mimo to ciągle stoją przed nami cztery najpoważniejsze dylematy: rzeczywistości wirtualnej, informacyjnej eksplozji, sztucznej inteligencji i wolności w internecie.


>Rzeczywistość wirtualna

Dzięki komputerowej symulacji rzeczywistości możemy szkolić pilotów i kierowców, projektować domy i ogrody, symulować ruch kolejowy, bawić się w niezliczonych grach komputerowych. Internet stał się już światem samym w sobie. Aż 30% internautów przyznaje, że Sieć jest dla nich miejscem ucieczki od rzeczywistości4. Wytwory wirtualne stają się naszą codziennością. Przyzwyczailiśmy się do tego, że żyjemy już nie w jednym, ale dwóch - jakby równoległych - światach.

Choć każdy przyzna, że świat komputerów ma swoje uroki, może on stać się rodzajem narkotyku. Człowiek, który zażywa środki odurzające, nieraz czuje się znakomicie, traci jednak kontakt z otoczeniem, zamykając się we własnych doznaniach. W internecie "życie staje się "wirtualne", "sfantomatyzowane" - pisze Stanisław Lem - Można być w Luwrze, w Himalajach, wszędzie, być "każdym" nawet [...], ale "naprawdę" jest się ciągle w jednym miejscu. Moim zdaniem, jest to raczej kiepska science fiction"5. W 1984 r. William Gibson opublikował powieść "Neuromancer", w której po raz pierwszy padło określenie "cyberprzestrzeń" (ang. cyberspace). Autor opisywał świat, w którym oprócz realności istnieje prawie tak samo realny świat komputerów - cyberprzestrzeń.

Kiedy 15 lat później, w 1999 r., bracia Wachowski nakręcili film "Matrix" ("The Matrix"), opisali ten sam problem z zupełnie odmiennej perspektywy. W "Matrixie" to świat realny okazuje się być złudzeniem, tworzonym na podstawie pewnego algorytmu. Te dwa przykłady pokazują dobitnie, jak bardzo zaciera się w naszym myśleniu granica między realnością a światem symulowanym przez komputery. To prawdziwa schizofrenia, która stanowi zagrożenie dla wiary. Bóg nie jest przecież bytem wirtualnym. Jezus był niepoprawnym realistą i to On pozbawiał uczniów złudzeń, które nosili w sobie. Na koniec swej ziemskiej misji naprawdę umarł na krzyżu i zmartwychwstał, a wątpiącemu Tomaszowi pozwolił włożyć palce w rany, by się o tym przekonał. Modlitwa nie jest sposobem ucieczki od świata, ale właśnie głębszego w nim zakorzenienia, o czym przypomina św. Jakub mówiąc, że wiara bez uczynków jest martwa (Jk 2,17). Jednym słowem, chrześcijaństwo nigdy nie zgodzi się na zamykanie człowieka w jakimś sztucznym świecie, niezależnie od tego, czy jest to świat alkoholu, narkotyków czy cyberprzestrzeń.


Informacyjna eksplozja

Szacuje się, że w wieku XIX całokształt wiedzy ludzkiej podwajał się co 50 lat. Na przełomie XX i XXI wieku mówi się o 5, a nawet 2 latach. Użytkownicy Internetu najdotkliwiej doświadczają tej wielkiej ilości informacji. W skrzynkach poczty elektronicznej otrzymujemy coraz więcej rozmaitych listów, reklam, "łańcuszków szczęścia" i ostrzeżeń przed wirusami. Liczba przesyłek zwiększa się, gdy ktoś zapisze się na listę dyskusyjną. W lawinowym tempie powstają nowe strony WWW. Nie sposób odwiedzić choćby części z nich, a ku rozpaczy internautów na zadane pytanie wyszukiwarki potrafią odpowiedzieć wykazem kilku lub kilkunastu tysięcy adresów.

Mimo to rewolucja informacyjna przyniosła wiele pozytywnych zmian. Dała nowe możliwości komunikowania także tym, którzy nie dysponują dużymi środkami, mają za to coś do powiedzenia. Nigdy wcześniej mieszkańcy "globalnej wioski" nie mogli się porozumiewać tak łatwo, tak tanio, tak szybko i na taką skalę. Elektroniczne biblioteki udostępniają za darmo wiele cennych materiałów i bogate oprogramowanie. Każdy internauta może rozpoczynać dzień od lektury wszystkich najważniejszych europejskich dzienników.

Równocześnie jednak dostrzec można zjawisko "zatrucia informacyjnego". Mamy dostęp do tak wielkiej liczby danych, że nie jesteśmy w stanie ich ogarnąć. Coraz większe trudności sprawia nam odróżnianie rzeczy ważnych od mało istotnych, a olbrzymia liczba dostępnych opinii utrudnia wydanie własnego sądu. W świecie Internetu, w którym każdy może publikować, nie ma autorytetów. Każdy jest na równych prawach: autorytet i anarchista, piękno i kicz, profesjonalizm i amatorszczyzna, prawda i plotka. Trudno się zgodzić na taką wizję świata, w którym prawda staje się relatywna i nikt nie potrafi jej poznać. Chociaż dokonująca się w internecie demokratyzacja wydaje się z teologicznego punktu widzenia zjawiskiem pozytywnym, w skrajnych swych przejawach może prowadzić do anarchii. W zatrutym informacją świecie Pismo Święte ani Kościół nie może być autorytetem, ważniejszym od opinii pana X z miejscowości Y. A przecież nie po to konstruowaliśmy internetowy ocean danych, by na koniec w nim utonąć.


Sztuczna inteligencja

Od czasu pojawienia się komputerów trwają pracę nad możliwościami stworzenia sztucznej inteligencji (Artificial Intelligence = AI). Dał im początek ojciec komputerów, Alan Turing (1912-1954), który w 1950 r. sformułował sposób sprawdzania inteligencji maszyn, nazwany testem Turinga. Do dzisiaj trwa spór logików na temat tego, czy możliwe jest stworzenie sztucznej inteligencji. Witold Marciszewski wymienia aż 5 typowych poglądów na ten temat. Nic nie wskazuje na razie, by problem ten miał być jednoznacznie rozwiązany6.

Debata ożywiła się nieco, gdy w roku 1996 Garri Kasparow wygrał w szachy z supermaszyną firmy IBM "Deep Blue", a rok później musiał ulec komputerowi. Jednak najwięcej nadziei na rozwój sztucznej inteligencji budzi Internet. Dlaczego? Pojedynczy komputer działa w sposób liniowy, realizując krok po kroku zapisane przez programistę instrukcje. Taka metoda jest znakomita do prowadzenia obliczeń, nie przynosi jednak dobrych rezultatów w przypadku naśladowania ludzkiego mózgu, wykonującego równocześnie wiele czynności, opartych na skojarzeniach. Rozpoczęto więc pracę nad tzw. sieciami neuronowymi. W największym uproszczeniu, są to układy, które pod wpływem bodźców z zewnątrz modyfikują swoje zachowanie, czyli potrafią się uczyć. Internet ma wiele cech takiej sieci neuronowej, dzięki czemu jest dobrym "miejscem" tworzenia układu sztucznej inteligencji7.

Nie ulega wątpliwości, że badania nad AI przyczyniły się do rozwoju informatyki; ich owocem jest tzw. oprogramowanie eksperckie. Do badań czasem wkrada się jednak wątek ideologiczny, który ma niewiele wspólnego z faktycznymi osiągnięciami na polu AI. Wielu badaczy wierzy w możliwość stworzenia sztucznej inteligencji, porównywalnej z ludzką. Człowiek jest więc dla nich rodzajem skomplikowanego mechanizmu, który może naśladować maszyna. Zwolennicy takiej filozofii odrzucają tezę, że człowiek jest wolny i ma swój wymiar niematerialny, czyli duszę. Teologia nigdy się nie zgodzi na taką uproszczoną filozofię. Owszem, mogą istnieć układy zachowujące się inteligentnie, ale człowiek jest kimś więcej niż tylko układem! Bo skoro maszyny - jak twierdzą niektórzy - są w stanie dorównać człowiekowi, to czy będą zbawione?! A gdyby stworzono układ o większej inteligencji niż któryś z ludzi, to czy układ ten zasługiwałby na większy szacunek niż wspomniany człowiek? Ten sposób myślenia przypomina ślepy zaułek, w który wpadli ideolodzy totalitaryzmów XX wieku, nazizmu i komunizmu, dzieląc ludzi na lepszych i gorszych.


Wolność w Internecie

Już w założeniach konstruktorów Internet miał być siecią zapewniającą swobodny przepływ danych. W 1969 Amerykanie uruchomili pierwowzór Internetu, czyli ARPANet (Advanced Research Project Agency Network). Sieć, która powstała na potrzeby armii, mogła działać nawet po zniszczeniu jednego z elementów. Nie miała swojego centrum zarządzającego, a gdy jedna z dróg komunikacji okazała się niedrożna, komputery "inteligentnie" przesyłały dane drogą okrężną.

W miarę upowszechniania się Internetu w środowiskach uniwersyteckich, a w latach 80., wśród wszystkich gruntowało się przekonanie o panującej w Sieci wolności. Internet do dziś nie jest niczyją własnością, a jego konstrukcja techniczna uniemożliwia wprowadzanie cenzury czy "zamykanie" komuś ust (w przypadku telewizji i radia wystarczyłoby zniszczyć nadajnik, a w przypadku gazety - drukarnię; Internet właściwie nie ma swojej "pięty Achillesa"). Umożliwia to szeroką komunikację społeczną. W internecie nadawcą może się stać osoba, która nie dysponuje wielkimi sumami pieniędzy czy koncesjami, nie jest też członkiem opiniotwórczej elity.

Internauci podnoszą wielki krzyk w każdym przypadku, w którym podejmuje się próby ograniczania wolności tego medium. Czasem jednak zapominają, że wolność ma swoje granice w dwóch przypadkach: 1. Korzystając z własnej wolności nie mogę ograniczać wolności drugiej osoby. 2. Korzystając z własnej wolności, nie powinienem sam popadać w niewolę (jeżeli np. zdecyduję się zażywać narkotyki, w wyniku tego pozornie wolnego wyboru mogę się uzależnić i stracić możliwość wybierania). Istnieją więc sytuacje, w których nie można absolutyzować wolności w internecie. W szczególności chodzi tu o cztery przypadki:
  • Niektórzy użytkownicy Internetu przez nieumiejętność lub celowe działania uprzykrzają życie pozostałym użytkownikom. Kwestię tę reguluje w dużym stopniu "netykieta" - czyli zasady dobrego wychowania w sieci - które, niestety, zna coraz mniejszy procent osób korzystających z tego medium.
  • Jedną z plag Internetu jest łatwo dostępna pornografia. Większość użytkowników Sieci akceptuje to i korzysta z tej możliwości. Jednak negatywne skutki społeczne pornografii powinny wreszcie skłonić internautów do przeciwdziałania temu zjawisku.
  • Dając możliwość wypowiedzi każdemu, Internet pozostawia otwartą furtkę dla demagogów i ideologów. Na przykład w ostatnich latach poważnym zjawiskiem w Niemczech stała się działalność za pośrednictwem Internetu grup neonazistowskich. W ich przypadku ograniczenie możliwości propagandy w Sieci wydaje się uzasadnione.
  • Internet staje się też miejscem popełniania przestępstw (takich jak np. kradzieże pieniędzy, włamania do komputerów połączone z kradzieżą danych itp.). Zmusza nas to do stworzenia nowych regulacji prawnych, pozwalających na zapobieganie przestępstwom w cyberprzestrzeni, a także na ewentualne ściganie sprawców.


    Czy Bóg przemawia w Sieci?

    Odpowiedź brzmi: i tak, i nie. Wszystko zależy od tego, w jaki sposób rozumiemy Internet. Jeżeli widzimy w nim przede wszystkim sieć komputerów, informatyczne protokoły, kable, złącza, pakiety danych - to nie ma w nim miejsca ani dla Boga, ani dla człowieka. Z żalem muszę stwierdzić, że w polskich czasopismach na temat Internetu dominuje postrzeganie go w sposób czysto techniczny. Szkoda, że autorzy poświęcają wiele stron na omawianie funkcji nikomu nie potrzebnych programów, a nie potrafią pokazać elektronicznej sieci jako zjawiska społecznego.

    Tymczasem fenomenem Internetu są ludzie. Miliony użytkowników na całym świecie, którzy wysyłają maile, tworzą strony WWW, ircują i czatują. To właśnie Internet staje się, według słów Marshalla McLuhana, globalną wioską. Nie wątpię, że w takiej wiosce zamieszkać może Bóg. Jest obecny w każdym człowieku, z którym spotykamy się na elektronicznych ścieżkach. W internecie znajdziemy jego Dobrą Nowinę, do Pisma Świętego mają bowiem dostęp wszyscy, nawet ci, którzy nigdy nie kupiliby go w wersji drukowanej. Możemy się zapisać na "wirtualne rekolekcje", których owoc wcale nie musi być wirtualny. Wielu użytkowników Sieci to chrześcijanie, którzy nie boją się mówić o odkrytym przez nich Bogu. Wreszcie, gdy spojrzymy na cały wynalazek Internetu, jego wspaniałość każe się zastanowić nad Tym, który dał człowiekowi takie zdolności. Bo - jak pisze autor Księgi Mądrości - "głupi już z natury są wszyscy ludzie, którzy nie poznali Boga: z dóbr widzialnych nie zdołali poznać Tego, który jest, patrząc na dzieła nie poznali Twórcy. [...] Bo z wielkości i piękna stworzeń poznaje się przez podobieństwo ich Stwórcę" (Mdr 13,1.5).

    Ciekawie potraktował pytanie o objawianie się Boga w internecie wybitny polski teolog ks. Tomasz Węcławski. W 1997 roku opublikował on "Sieć" - powieść teologiczną, której akcja rozgrywa się w internecie8. Chociaż autor nie odpowiada wprost na nasze pytanie, opisuje dyskusję teologiczną bohaterów za pośrednictwem elektronicznej sieci. Z czasem odkrywają oni, że dzięki spotkaniu teologia stała się dla nich czymś żywym. Sposób, w jaki Węcławski opisuje Internet, świadczy o optymizmie autora, co potwierdzają słowa z ostatniej strony okładki: "Komputeryzacja świata, wbrew mniemaniom czarnowidzów, niesie ze sobą nie tylko zagrożenia. Nowe sposoby przekazywania informacji mogą stwarzać niewyobrażalne dotąd możliwości".

    Dwa tysiące lat temu Jezus wchodził na górę lub przemawiał z łodzi na jeziorze, by być dobrze słyszanym przez tysiące uczniów. Dziś jego orędzie tłumaczone jest także na język elektronicznej komunikacji. W Kościele coraz bardziej żywe jest przekonanie, że współczesnym papirusem jest twardy dysk i płyta CD. "Wraz z pojawieniem się komputerowych technik telekomunikacji oraz tak zwanych skomputeryzowanych systemów uczestnictwa - napisał Jan Paweł II - Kościół otrzymał nowe środki realizacji swojej misji"9. Najlepszy przykład daje tu sama Stolica Apostolska (http://www.vatican.va), której serwery na bieżąco udostępniają światu nauczanie Kościoła.


    Sieć nie jest do zbawienia koniecznie potrzebna

    Zachłyśnięci możliwościami Internetu musimy zdawać sobie jednak sprawę z tego, że w chrześcijaństwie nigdy nie stanie się on podstawowym sposobem komunikacji. Wykorzystanie elektronicznej sieci ma swoje wyraźne granice, o których nie możemy zapominać.

    1. W Kościele wiele rzeczy odbywa się w "sposób sakramentalny", to znaczy pewnej intencji towarzyszy konkretny znak. Chrzcząc dziecko polewa się jego głowę wodą. W czasie bierzmowania biskup namaszcza czoło bierzmowanego olejem. Przyjmujemy Eucharystię, biorąc do ust opłatek, będący Ciałem Chrystusa. Chcąc się wyspowiadać musimy uklęknąć w konfesjonale, jakiekolwiek formy spowiedzi przez telefon czy e-mail nie są możliwe. Wszystkie te znaki są ważne, przypominają, że wiara nie jest abstraktem.


    2. Internet jest znakomitym miejscem wymiany myśli. Dla chrześcijaństwa wiąże się to z pewnym zagrożeniem. Nie polega bowiem ono jedynie na wypowiadaniu prawd wiary (ortodoksja), ale na przekładaniu ich na życie (ortopraksja). Wiara nie będzie się rozwijała tylko w oparciu o elektroniczną korespondencję. W przeciwnym razie można wpaść w pułapkę nadmiernego racjonalizmu lub gnostycyzmu.


    3. Miejscem rozwoju wiary jest zawsze wspólnota Kościoła. Od pierwszych wieków chrześcijanie trzymali się razem. Internet tymczasem sprzyja nadmiernej indywidualizacji i zamykaniu się w sobie. Co prawda niektórzy autorzy sugerują stworzenie wirtualnej wspólnoty (virtual community), idea ta nie ma jednak rzetelnego uzasadnienia.



    4. Skrajne równouprawnienie podmiotów w internecie w pewnym sensie podważa istnienie autorytetów. Dla chrześcijaństwa autorytet Jezusa (który nie był człowiekiem takim jak wszyscy), Pisma Świętego (które nie jest książką taką jak wszystkie) i Kościoła (który nie jest wspólnotą taką jak inne) ma bardzo istotne znaczenie. Zachwyt nad wynalazkiem Internetu może też powodować nieuzasadnione przecenianie możliwości człowieka, który staje się niemal Bogiem.



    5. Internauci przyzwyczajeni są do stosowania pseudonimów, ukrywania własnej tożsamości i podszywania się (np. na IRC-u) pod kogoś innego. Takie przyzwyczajenie każe odnosić się do internetowej komunikacji z dużym dystansem, jest ona bowiem jedynie namiastką normalnego spotkania.



    * * * Badając problematykę teologii Internetu natrafiłem na aż cztery artykuły, których autorzy wybrali dla swojego tekstu to samo motto: "Ja przyszedłem po to, aby [owce] miały życie i miały je w obfitości" (J 10,10). Cyberświat oferuje, także chrześcijanom, niespotykane dotąd możliwości. Zawsze jednak internetowa komunikacja będzie tylko namiastką zwyczajnego spotkania przy kawie, uściśnięcia ręki na znak przyjaźni, poklepania po ramieniu kogoś strapionego. W talii propozycji, które daje nam życie, Internet jest tylko jedną z kart. Jeżeli chcemy mieć życie w obfitości, musimy zacząć grać wszystkimi.

        strona główna |  kontakt |  wersja do druku  | góra strony     

    SONIK & SONIK

    Copyright © 2001 by Towarzystwo św. Pawła / Częstochowa.
    Copyright © 2001 by SONIK & SONIK wszelkie prawa zastrzeżone
     
    miracle celine dion